róża

Elegant Rose - Working In Background

wtorek, 20 listopada 2012

Zmiany...

Po raz kolejny jesień wnosi zmiany do mojego życia. Po raz kolejny pakuję walizki. I tylko pytanie... dokąd teraz? Wolna, z bagażem nowych doświadczeń. Cóż, zawsze warto zacząć wszystko od początku. 
Z uśmiechem przez łzy...
Z nadzieją w sercu, że odnajdę swoje miejsce, by zakończyć wędrówkę mojego życia.
Jutro też jest dzień. Być może to "Jutro" sprawi, że nad moim niebem znów zaświeci słońce :)


Kilka dni temu kupiłam w polskim sklepie trzy książki. Moją uwagę przyciągnął ich tytuł.


Pierwsza z nich to Telefon od Anioła - Guillaume Musso

 Madeline Greene była policjantką, teraz prowadzi piękną kwiaciarnię w Paryżu. Jonathan Lempereur był wielkim szefem kuchni, ale wpadł w finansowe tarapaty, zbankrutował i opuściła go żona. Obydwoje mają za sobą trudne chwile, a kiedy wpadają na siebie na lotnisku w Nowym Jorku, nie mają ochoty na uprzejmości. W zatłoczonej kawiarni jest jeden wolny stolik, muszą więc usiąść razem... Zarówno Madeline, jak i Jonathan mają telefony komórkowe. Ale, że przypadkiem je zamienili, zdają sobie sprawę po dotarciu do celu podróży... Przypadek, czy przeznaczenie?
Ludzka ciekawość jest nieposkromiona. Ani Madeline, ani Jonathan nie mogą powstrzymać się od przejrzenia zawartości komórek tego drugiego, a prywatne dokumenty kryją różne tajemnice...






Błękitna nadzieja - S.C. Ransom

 Zakochani z „Błękitnej Miłości” i „Błękitnej magii” połączeni uczuciem, za które mogą zapłacić życiem… lub śmiercią.
Alexa już wie, że istnieje sposób, by mogli być razem: ona i Callum, jej piękny, widmowy ukochany, chłopak uwięziony pomiędzy światem żywych a umarłych. Jest ktoś, kto potrafi przywrócić go do życia. Lecz nie zamierza wyjawić tego sekretu Alexie. Dla tego kogoś Alexa jest najgorszym wrogiem, którego trzeba zniszczyć. Czy moc magicznej błękitnej bransoletki okaże się potężniejsza niż nienawiść? I czy Alexa zaryzykuje wszystko, by być z tym, kogo kocha – na zawsze?








Kawowe biuro matrymonialne - Lucyna Schickedantz

Zapraszamy w podróż po smakach, uczuciach i... Polsce.
Matka, córka, dawno niewidziana przyjaciółka. Jedzenie, picie, podróże. W "Kawowym biurze matrymonialnym" połączenie tych elementów daje bombę ? kaloryczną, zmysłową i emocjonalną. Wybucha ona pod sam koniec...
Oczekiwanie na eksplozję mija niepostrzeżenie: kawa w powieści się leje strumieniami, dodaje i tak energicznym i ruchliwym kobietom wigoru oraz napędza akcję. Bohaterki snują wspomnienia, przerzucają się ripostami, podczas spontanicznych wypraw poznają przyjaciół.
Przyjaźń, troska o najbliższych, żywe dialogi, przedziwne zbiegi okoliczności, które prowadzą do ? no właśnie....



Opis książek z lubimyczytać.pl

Mam cichą nadzieję, że moje nowe nabytki okażą się interesującą lekturą na kolejne szare dni jesieni, a może na długą drogę do... no właśnie :)

Zapewne na tym zakończę mojego bloga. Gdzieś powstał już nowy, w którym zaczynam kolejny start  w nieznane.



sobota, 10 listopada 2012

Ogród przemijania... Ewa Willaume - Pielka

W ogrodzie się zmienia.           
Wszystko w nim starzeje.
I coraz mniej cienia.
Jabłonka niszczeje.
Czereśnię wycięto.
Chwasty wiatr rozwiewa.
Już nie pachnie miętą.
Słowik rzadziej śpiewa.
Ale będą kwiaty.
Jakieś drzewa – może.
Mają być rabaty.
Jest już włoski orzech
Będzie kwiat paproci
Kwitnący co roku
I kosze dobroci
Gdzieś, zawsze o zmroku.


Wszystko kiedyś się kończy... i wiosna i lato. Jesień i zima, i marzenia. A także nadzieje na dom i uśmiech ukochanej osoby...

Samotność jest naszą największą przyjaciółką.


niedziela, 23 września 2012

Christchurch...

Christchurch

Kilka dni temu wybrałam się na małą wycieczkę do Christchurch oraz  Salisbury, gdzie znajduje się piękna Katedra. By obejrzeć dokładnie to, co miałam zaplanowane, niestety zabrakło czasu.
Christchurch jes niewielkim, malowniczym miasteczkiem z piękną architekturą, portem, do którego wpływają dwie rzeki: Avon oraz Stour. Mieszczą się tutaj ruiny zamku z około  924 roku oraz klasztor z XI wieku. Christchurch położone jest niedaleko Bournemouth. Odległość tą można pokonać w około 15 minut autobusem - Yellow Bus nr 1b i 1c.
Christchurch- na pierwszym planie ruiny zamku. W tle wieża klasztoru.


Klasztor został podarowany miastu przez Henryka VIII jako kościół parafialny po wystąpieniu z kościoła rzymsko-katolickiego w 1540. Jest to najdłuższy kościół parafialny w Anglii z nawą o długości prawie 100 metrów.
Christchurch- Wejście na teren  klasztoru.
 Na dziedzińcu kościelnym znajduje się cmentarz. Jego nagrobki przypominają żydowskie macewy.
Christchurch- Klasztor i cmentarz.
Christchurch- cmentarz.
Christchurch- maleńka kapliczka wewnątrz kościoła.
Christchurch- klęcznik w małej kaplicy.
Christchurch- widok na Ołtarz.
Christchurch- Klasztor z XI w.
Christchurch- Klasztor z XI w.
Christchurch- Klasztor z XI w.

Christchurch- Klasztor z XI w.
 Na zdjęciu widać kawałek belki. Podobno, jest to część z Krzyża Chrystusa. Nie wiem ile w tym prawdy.
Więcej zdjęć z tego miejsca na moim kolejnym blogu.

http://foto-marg.blogspot.co.uk/

cdn...


niedziela, 26 sierpnia 2012

Robota Anioła Stróża... Maria Pawlikowska-Jasnorzewska


Gonił cię mój stróż anioł po świecie, o mój Drogi,
biegł wciąż za tobą przez lasy, przez łany,
potrącał cię ku mnie, zapędzał cię do mnie,
ciągnął za obie ręce, spychał z prostej drogi -
o miłości coś szeptał, bredził nieprzytomnie,
pachniał jak wytężone białe nikotiany...

Siedzący noc całą przy tobie na warcie
krzyczał głosem jak trąby złote i waltornie,
to znów o łaskę twoją modlił się pokornie,
- zbawienie własne diabłom rzucał na pożarcie! -
Wreszcie ciebie ślepego, ciebie niechętnego
zawiódł przemocą do mego pokoju,
gdzie siedziałam płacząca, Pan Bóg wie dlaczego,
jak to się zdarza czasami.-
Wpuścił cię naprzód, sam został za drzwiami,
zatańczył w tryumfie taniec jakiś boski -
potem twarz zakrył szatą srebrno białą,
zamyślił się pełen troski
i jęknął z przerażenia nad tym, co się stało.

środa, 1 sierpnia 2012

Carbootowe skarby...

W minioną niedzielę po raz pierwszy w tym sezonie wybrałam się na carboot. Był wyjątkowo mały. Dużym zainteresowaniem cieszyły się stragany z używaną odzieżą i sprzętem RTV, gdzie słychać było dość często polskie rozmowy. Bournemouth, jak już wspominałam w poprzednich notkach, jest niewielkim turystycznym miasteczkiem położonym w południowej części Anglii. To jedno z piękniejszych i znanych kurortów wypoczynkowych. Można powiedzieć, że połowa ludności tego miasta, to Polacy. Emigracja nie ustaje. Wciąż przyjeżdżają tutaj europejczycy w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Jednak nie jest łatwo prosto z marszu otrzymać upragnione stanowisko pracy. Pierwsze kroki należy skierować do agencji pracy, których w tym miejscu jest kilka. Ale o tym w innym poście. Z carbootowej wyprawy przywiozłam trzy zdobycze...
Drewnianą szkatułkę za... dwa funty.
I kolejna szkatułka, która była własnością babci sprzedającego. Trzy funty. Photobucket Wieczko szkatułki posiada piękny, misternie wykonany haft. Photobucket I ostatnia, trzecia zdobycz o ile mogę tak nazwać... srebrny różaniec. Trzy funty. Photobucket

wtorek, 31 lipca 2012

Małe tęsknoty?

Dwa tygodnie temu wróciłam z bardzo krótkiego urlopu z Polski. Ech... raczej nie nazwałabym tego urlopem. Serce moje płynie na maleńkiej łódce po wezbranym morzu. Co się dzieje? Tęsknota.
Może czas pomyśleć o powrocie do Polski?
..........

Śpiewa Ci obcy wiatr
Zachwyca piękny świat
A serce tęskni
Bo gdzieś daleko stąd
Został rodzinny dom
Tam jest najpiękniej

Tam właśnie teraz rozkwitły kwiaty

Stokrotki, fiołki, kaczeńce i maki
Pod polskim niebem, w szczerym polu wyrosły
Ojczyste kwiaty. W ich zapachu, urodzie jest Polska.

Żeby tak jeszcze raz

Ujrzeć ojczysty las
Pola i łąki
I do matczynych rąk
Przynieść z zielonych łąk
Rozkwitłe pąki

Bo najpiękniejsze są polskie kwiaty

Stokrotki, fiołki, kaczeńce i maki...

Śpiewa Ci obcy wiatr

Tułaczy los Cię gna
Hen gdzieś po świecie
Zabierz ze sobą w świat
Zabierz z rodzinnych stron
Mały bukiecik

Weź z tą piosenką bukiecik kwiatów

Stokrotek, fiołków kaczeńców i maków...Photobucket



 

sobota, 7 lipca 2012

Deszcz...


Zapomniałam już, jak wygląda słoneczny dzień.
Taka pogoda nastraja depresyjnie.
Nawet mój anioł stał się jakiś dziwnie zamyślony...
O szyby deszcz dzwoni... wystukuje rytmicznie nutki  melodii.
Zaraz... jak to było? Przychodzi mi na myśl tytuł pewnej piosenki Maryli Rodowicz -"Autobusy zapłakane deszczem". Szukam na Youtube... jest. Słucham i myślę sobie - ciekawy tekst. Tylko dlaczego ona tak krzyczy? Ech... przydałaby się jakaś spokojna nutka.


Dzisiaj urodziny Mojego Aniołka, czytaj... INTERNETOWEJ PRZYJACIÓŁKI.
Kochana moja Maretko, spełnienia marzeń :)

czwartek, 21 czerwca 2012

Gdzie jest lato?

Ciągły brak ładnej pogody odstrasza turystów. Plaża świeci pustką. Ma to duży wpływ na życie całego miasteczka, które żyje przede wszystkim z turystyki. Smutna prawda. Nie ma słońca, nie ma turystów.
Bournemouth, bo o nim mowa, jest ośrodkiem wypoczynkowym i konferencyjnym oraz popularnym kąpieliskiem. Miasteczko jest jednym z ulubionych nadmorskich kurortów Anglików, cieszy się ogromną popularnością zwłaszcza wśród londyńczyków. Dzięki piaszczystej plaży i naturalnym warunkom do uprawiania sportów wodnych, znajduje się w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych miejscowości tego typu na świecie. Wzdłuż plaży rozlokowane są duże wille, hotele i pensjonaty. Na szczytach klifów znajdują się liczne parki i ogrody z pięknymi wąwozami, gdzie można spotkać np. wiewiórki. W centrum Bournemouth znajdują się liczne dyskoteki, puby, kluby nocne.
W ostatnim roku zamknięto kilka sklepów, na ich miejsce powstały nowe, które za "chwilę" ogłoszą swoją upadłość. Wszystko to dzieje się za przyczyną braku turystów.
Miasteczko, a w szczególności plaża zachwyca swoim urokiem.


cdn...

piątek, 8 czerwca 2012

Moje anioły...



Tą dzisiejszą notkę kieruję do Maretki :)
Zaskoczyłaś mnie moja kochana pytaniem o ilość aniołków, które co pewien czas pojawiają się w moim domu. Nie zastanawiałam się nad tym. Dlatego kiedy przeczytałam Twój wpis zadałam sobie pytanie...
- no właśnie, ile ich jest? Policzyłam szybko. Jedenaście.
Włączyłam aparat, by uwiecznić je wszystkie na zdjęciu, które zamierzałam umieścić na blogu. Usiadłam wygodnie przed komputerem i... moją uwagę przyciągnął niewielkich rozmiarów własnoręcznie namalowany obrazek. Taki nieudolny. Anioł o nieciekawej twarzy, trzymający w lewej dłoni kwiat, jakby wołał do mnie...- a ja? Zapomniałaś o mnie?
Uśmiechnęłam się i zdejmując go ze ściany otarłam delikatnie z kurzu.
- No właśnie... sama nie wiem dlaczego?
Pomyślałam sobie.
- Chyba o tobie zapomniałam. Albo mój wzrok tak bardzo przyzwyczaił się do twojego codziennego widoku, że naprawdę o tobie zapomniałam.
Przetarłam go jeszcze raz i zawiesiłam na ścianie.
- Tak już lepiej.
Odezwał się do mnie anioł w niebieskiej sukience. Uśmiechnęłam się do niego.
- No tak, teraz mogę zrobić ci zdjęcie.
Odpowiedziałam chwytając za aparat. Przez maleńką chwilkę, wydawało mi się, jakbym usłyszała ciche westchnienie...
Kilka pstryknięć i mój zapomniany anioł został uwieczniony na fotografii.
Anioł, który spogląda na mnie każdego dnia, gdy siadam przed komputerem, ma numer dwunasty :)))
- Hmm...
Pomyślałam sobie.
- Ciekawe jaki będzie ten trzynasty? Musi być chyba wyjątkowy. Taki szczególny.
Jednak Aniołem, który zajmuje szczególne miejsce w moim życiu, jest MARETKA, którą poznałam trzy lata temu na jednym z moich blogów. Przyjaźń, jaka nas łączy, wnosi w moje życie wiele radości i sprawia, że każdy dzień po spotkaniu z nią na skype staje się wyjątkowy :)
KOCHANA MARETKO, DZIĘKUJĘ CI ZA TO, ŻE JESTEŚ.




wtorek, 29 maja 2012

Wiersze o aniołach... Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - Czy anioł zlatuje na ziemię?



Czy anioł zlatuje na ziemię
z ramionami jak do uścisku
a zleciawszy wśród trawy drzemie
na szerokim wichrowym lotnisku

Czy to chmura zapłonęła w górze
czemu rosa na trawach czerwona
anioł zleciał na płonącej chmurze
otwierając szeroko ramiona


Te sympatyczne aniołki, to kolejna zdobycz z carboota :)

Dzień Matki...

Ten dzień był dla mnie szczególnie wyjątkowy... Kiedy wróciłam z pracy, czekała na mnie niewielka przesyłka z Irlandii. Po charakterze pisma domyśliłam się, że to od mojego syna. Otwierałam kopertę drżącymi rękoma. Tak dawno się nie widzieliśmy.
Moim oczom ukazał się śliczny, maleńki słonik z pięknymi życzeniami. Wzruszyłam się, a moje oczy... no cóż...
Dlaczego ten czas tak szybko mknie do przodu?
Wszak jeszcze wczoraj trzymałam na swych rękach małego chłopca o blond włosach...

niedziela, 6 maja 2012

Zabawy z fotografią... wierszem i muzyką malowane.

Fotografowanie jest moją pasją. Wciąga, czyli pochłania bez reszty. W połączeniu z poezją i muzyką staje się pięknem...

Programy do obróbki zdjęć pozwalają tworzyć niejednokrotnie wspaniałe kompozycje. Wystarczy tylko polubić czasochłonne spędzanie czasu przed komputerem... któż z nas tego nie lubi ;)))

Czasem potrzeba inspiracji; weny, która podpowie sercu od czego zacząć.
Tak jest z powstawaniem moich klipów. Dość często na czyjąś prośbę,obdarowana muzyką czy też wierszem, próbuję coś stworzyć. Najtrudniej jest dobrać odpowiednie obrazy, w poszukiwaniu których spędzam długie godziny szperając w necie...
Efekt końcowy,bywa czasem zaskakujący :)

http://www.youtube.com/watch?v=wwRxU-SXbik
http://www.youtube.com/watch?v=6TaKqDlYOys
http://www.youtube.com/watch?v=uOox9x-McR0

środa, 2 maja 2012

New Forest...

Korzystając z pogody, zaplanowałam kolejną wycieczkę. Tym razem wybrałam się do New Forest, Narodowego Parku położonego w południowej Anglii. Jego powierzchnia wynosi 571 km2. Wiedziałam, że miejsce to zamieszkują dzikie konie. Wrzucam do plecaka z niewielkim prowiantem pudełeczko z cukrem w kostkach, mając nadzieję, że będę mogła go dobrze spożytkować :) Wyruszyłam wcześnie rano. Podziwiając po drodze ogromne połacie terenu ozdobionych brunatną roślinnością, która nie zdążyła jeszcze na dobre rozkwitnąć. Po niedługim czasie dojechałam na miejsce. Nie wiem dlaczego, ale zawsze od dziecka miałam dziwny lęk do koni. Może dlatego, że są to duże zwierzęta, a może po części, że potrafią spłoszone zrobić krzywdę człowiekowi. Sama nie wiem, gdzie leży przyczyna. Jednak spotkanie z tymi pięknymi zwierzętami sprawiało, że jechałam tam z uśmiechem na ustach w poszukiwaniu nowych przygód... Czas ucieka, więc dlaczego nie można wyjść mu naprzeciw? Oczywiście w miarę rozsądku...
Podziwiam angielską architekturę, czyli domy pokryte "strzechą". Nie powiem, robią wrażenie. Sielsko. Jednak nie wiem dlaczego, myślami wracam do Irlandii, gdzie spędziłam cztery lata. Ładniejsza. Przyjazna i radośniej było tam mieszkać... Inny klimat. Ale, ale... każde miejsce ma swój urok nieprawdaż?
Na drodze spotykam jedyny angielski pub w zielonej tonacji, który uwieczniam na zdjęciu. Kolejną fotografię robię na skrzyżowaniu dróg, gdzie widnieje drogowskaz. Myślę, że ten okaz również warto zapisać w kadrze...
Kieruję swoje kroki w głąb parku, gdzie przyroda zaczyna zadziwiać swoją okazałością i tajemniczością... Rozglądam się wokoło w poszukiwaniu dziko pasących się koni. Są... Ukryte gdzieś za drzewami na zboczu ścieżki.
Podchodzę powoli, by nie spłoszyć zwierząt. Jednak one wcale nie okazują zdenerwowania. Podchodzą same, ciekawe świata i ludzi.
Częstuję je kostkami cukru. Konie przyjmują ten poczęstunek z wyraźnym zadowoleniem... jakby w podziękowaniu pozwalają się głaskać. Są piękne, pomimo tego, iż nikt o nie tak naprawdę nie dba. Zaczynam się zastanawiać, jak wyglądało ich życie w bardzo odległych latach? I niestety... jednego nie przewidziałam; kiedy odchodzę, konie podążają za mną dopominając się kolejnych kostek cukru. Stają się wręcz natarczywe. Uciekam, jak to mówią, biorąc nogi za pas.Śmiechu miałam co niemiara pomimo lęku, który zaczął dawać mi się we znaki... :)))))))
Wędruję w głąb Parku. Powiedziałabym raczej lasu, bo gęstość i wielkość drzew przypomina bardziej las niż park. Drzewa są ogromne i stare... podmokły teren każe się wycofać z dalszej wycieczki.
Ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne zdjęcia niestety nie wyszły najlepiej...
Odjeżdżam, żegnając się z mieszkańcami lasu...