róża

Elegant Rose - Working In Background

niedziela, 29 listopada 2015

Mądrości życiowe...

Pewnego dnia szusowałam po necie. Przypadkiem trafiłam na wywiad ze wspaniałą aktorką, Danutą Szaflarską. Zachwyciłam się nim. Szczególnie tym, jak opisała "czas"...


I właściwie niby nic nadzwyczajnego, ale w jej wypowiedzi mieści się tyle prawdy i sensu.
Pomyślałam, że ze mną było i jest podobnie... Jako dziecko i nastolatka, marzyłam aby móc przyśpieszyć czas. Chciałam być dorosła, mądrzejsza. Bardziej dojrzała. Pokonując drogę, chciałam jak najszybciej być u jej celu. Wydawało mi się, że nie mam czasu. Dzisiaj, czytając te wspaniałe słowa kobiety, która doświadczyła wiele w swoim życiu, uważam, że należą one do jednych z największych mądrości życiowych. Wiem, że należy cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy. I kiedy wczesnym rankiem otwieram oczy widzę świat. Kolorowy i piękny. Słyszę śpiew ptaków i szum liści na drzewie. Potrafię cieszyć się z deszczu, który szeleści i stuka w moje okno. Czuję, słyszę... i wiem, że jestem szczęśliwa.


                                              


sobota, 14 listopada 2015

Świat przewraca się do góry nogami...



Dzisiejszy poranek przyniósł mi złowieszcze wiadomości. To co stało się w Paryżu woła o pomstę do Nieba. Ci, którzy nawoływali do przyjęcia uchodźców " nie przewidzieli ", że wśród nich znajdą się terroryści. Zawsze można przewidzieć, że wśród owiec znajdą się wilki w przebraniu. Nikt więc obecnie nie zna dnia i godziny, kiedy przez zaskoczenie przyjdzie się z nimi zmierzyć...

Na Facebooku wiele wpisów w tym temacie. Zdjęć i wspólnego łączenia się w żalu, pamięci i żałobie. Czy samo współczucie coś zmieni?

 13 Listopada 2015 roku. Piątek.







środa, 4 listopada 2015

Hymn o Miłości...

Jakże często brakuje słów, by wyrazić to, co chciałoby powiedzieć serce. O tym, co ma istotny wpływ na naszą egzystencję. Wymagając od innych, należy zwrócić również uwagę na swoje wnętrze. Oczekując miłości i zrozumienia od otoczenia, należałoby ofiarować również to samo od siebie. Bo każdy nasz uczynek, wraca do nas po pewnym czasie jak echo...


Na wszystko potrzeba czasu. By zapomnieć o przeszłości, nienawiści, braku zaufania. Popełnionych błędach i osądzaniu. Do wszystkiego potrzeba dojrzeć. Do podejmowania ważnych decyzji. Do zmiany życiowych planów, które będą rzutowały na całe nasze życie w przyszłości. A jeśli chcemy obejrzeć się wstecz... to tylko po to, by dostrzec, czym kierowałem się przemierzając wiele dróg. Najodpowiedniejszą formą przykładu, jaka przychodzi mi obecnie na myśl jest " Hymn o miłości ", który czyta ś.p. Krzysztof Kolberger...





 Miłość cierpliwa jest...
 

niedziela, 19 lipca 2015

Oni tam na nas czekają...

Myślę, że wielu z nas szuka w swoim życiu "przystani", w której chciałoby osiąść na stałe i odpocząć po trudach całego życia. Jednak los lubi płatać dziwne figle. Kiedy jednym przychodzi coś z łatwością, to drugim nie dość, że ciernie wyrastają przed stopami, to ze zdwojonym trudem i siłą, w pocie czoła muszą zdobywać każdą najdrobniejszą rzecz. I tak też jest ze mną. Skazana na samotność, pomimo przyjaciół, których cenię nade wszystko.
To o czym dzisiaj napiszę, wprawi w zdumienie jednych, innych w niedowierzanie, a pozostałym wywoła ironiczny uśmiech na ustach. To nic. Moje decyzje i moje życie...
Dzisiaj odwiedziłam kobietę, która jest jasnowidzem. Zdesperowana, postanowiłam zasięgnąć ostatniej deski "ratunku -porady".
W drzwiach przywitała mnie bardzo sympatyczna dziewczyna, podając w serdecznym uścisku dłoń. Zwróciłam uwagę, że jest chłodna. Dziwnie chłodna, co miało się później okazać, że Anna przebywa w otoczeniu tych, którzy przeszli już na tamtą stronę. Zaprosiła mnie do domu. Kiedy przekraczałam próg, stwierdziłam, że panuje w nim miła atmosfera. Pomieszczenie, w którym miałyśmy rozmawiać znajdowało się na samej górze. Należało pokonać strome i podwójne schody. Pokoik sprawiał wrażenie przytulnego. Dwa łóżka, stolik, komoda oraz świece stanowiły jego całość.
Zaczęłyśmy rozmawiać na luźne tematy. Anna pytała od kogo otrzymałam jej telefon. Jak to mówią pocztą pantoflową... Rozmawiało nam się dobrze. W pewnej chwili moja rozmówczyni zamilkła patrząc gdzieś przed siebie, jakby widziała coś więcej poza mną i meblami. Spojrzała na mnie z zapytaniem, czy zmarło mi kiedyś dziecko?
Spytałam ją dlaczego  o to pyta?
Odpowiedziała, że widzi pięknego chłopca o czarnych włosach i niebieskich oczach.
- Czy to twój syn?
Kiwnęłam potakująco głową...
Anna - on jest przy Tobie zawsze i chce ci powiedzieć, że bardzo cię kocha i czeka "tam" na ciebie. Pomimo, że zmarł jako niemowlę, tutaj przyszedł jako czternastoletni chłopiec...
- Moje serce zalała niespodziewana fala ciepła. Łzy spływały po policzkach. Nie bałam się.
Anna - on cię przytula teraz.
Płakałam jak małe dziecko ze szczęścia, a ona razem ze mną. Powiedziała, że jeszcze nie miała takiej sytuacji.
Nie prosiłam jej o to. Poszłam do niej w zupełnie innym celu.
To co usłyszałam i czego się dowiedziałam od Anny, pozostanie moją tajemnicą. Lecz spotkanie Tych, których nie oczekiwałam spotkać, sprawiło, że wracałam do domu z dziwnym uczuciem lekkości. Dzisiejszy wieczór pozostanie w mojej pamięci na bardzo długo... i wiem jedno, że "oni" "tam" na nas czekają.



środa, 8 lipca 2015

Już "Im" niosą suknię z welonem...

Ten rok, a raczej jesień obfituje w mojej rodzinie w śluby . Pewien czas temu wybrałam się na zakupy, by z tej okazji zaopatrzyć się w odpowiednie kreacje. Pierwszy ślub odbędzie się w Dublinie, kolejny w Polsce i w dodatku w tym samym miesiącu. Mam nadzieję, czego życzę obydwu parom z całego serca, że będą szczęśliwymi małżonkami.


Zastanawiam się, czy do tej kreacji wypada założyć perły, które wręcz uwielbiam. Jednak ktoś powiedział, że perły przynoszą łzy. Co prawda nie jestem przesądna, ale... nie wiem doprawdy co z tym "fantem" zrobić? Do całości brakuje jedynie torebki oraz dodatku w postaci szala. Ulubione perfumy dopełnią całości. Tyle o tej kreacji, którą założę na drugim ze ślubów.
Pierwsza uroczystość, która odbędzie się w Dublinie, będzie wyjątkowa.
Panna młoda przywdzieje sari.
Jestem niezmiernie ciekawa, jak taki strój wygląda w rzeczywistości  :)





niedziela, 14 czerwca 2015

Lawendowy zapach...

Mój urlop jak zwykle zleciał nie wiadomo kiedy. Pożegnałam upalną Polskę, by przywitać chłodną Irlandię. Przemierzając długie korytarze lotniska spoglądałam na szyby ociekające strugami deszczu. Z tęsknotą żegnałam rodzinny dom i bliskich mojemu sercu. Wieczorem kiedy znalazłam się w łóżku stwierdziłam, że wszędzie dobrze, ale... no właśnie. W swoim łóżku, otoczona książkami oraz różnymi bibelotami, pośród ciszy czuję się dobrze. Nawet błogo. Następnego dnia miałam jeszcze wolny dzień w pracy, więc mogłam spokojnie rozpakować swoje bagaże.
Nowy tydzień okazał się bardzo pracowity i jakże interesujący. Wracając wieczorami do domu stwierdziłam, że chyba jestem szczęśliwa. Aż boję się w to uwierzyć, by nie spłoszyć tego o czym zawsze marzyłam...
W minioną sobotę, młodzież pojechała w Alpy. I tak zostałyśmy z Nelą same na dziesięć dni. Właśnie w sobotę wybrałam się na zakupy do centrum. Odwiedziłam jeden z moich ulubionych sklepów z kosmetykami. I oczywiście spędziłam tam dłuższą chwilę. Miałam wybrać sobie pomadkę do ust, ale mój koszyk zapełnił się kilkoma produktami kosmetycznymi z serii Yardley.
Uwielbiam zapach lawendy. Jest w niej coś tajemniczego. Coś, co od wieków przyciąga swoim zapachem wiele kobiet...










niedziela, 24 maja 2015

Spotkałam prawdziwego Anioła...

Dzień przed wylotem do Polski zastanawiałam się co zabrać ze sobą?
Jaka będzie pogoda?
Pomyślałam sobie;
- Zapewne część  ubrań wezmę niepotrzebnie.
Bagaż spakowany. Przede mną  długa i bezsenna noc, bo jak tutaj spać spokojnie, kiedy za kilka godzin wyruszę na upragniony urlop . Cieszyłam się, że zobaczę swoich rodziców. Poranek tak, jak zwykle zaczęłam od kawy. O śniadaniu nie mogło być mowy, ponieważ mój żołądek uparcie mówił "nie".
To nic. Zawsze mogę coś sobie kupić na lotnisku. Odruchowo sięgnęłam po owoce. Gruszka wraz z jabłkiem wylądowały w mojej torebce. Po chwili wróciłam do kuchni z  zamiarem zabrania foliowego woreczka na owoce. Kilka minut później siedziałam obok syna, który odwoził mnie na lotnisko. Czułam się dziwnie. Nie boję się lotu. Zdążyłam się do tego przyzwyczaić po tylu latach emigracji. Więc dlaczego czułam, że moje ciało drży? Hmm...
Odprawa ze stanowiska trzynastego. Miałam nadzieję, że nie będzie pechowa. Następnie przeszłam do odprawy bagażowej. Przede mną stała starsza pani o sympatycznym wyglądzie.


Przyglądała się pasażerom, którzy kładli swoje bagaże na taśmie oraz wszystko to, co należało poddać kontroli. Zapytała mnie, czy wierzchnie okrycie również należy zdjąć? Potwierdziłam jej pytanie. Okazało się, że wiozła dla swojej siostry, wodę w plastikowej butelce z Lourdes. Niestety, owa pani, nie posiadała na nią woreczka. Przeraziła się trochę. Przypomniałam sobie, że mam woreczek foliowy, w którym umieściłam owoce. Pospiesznie wyciągnęłam go z torebki ofiarowując go jej. Przez cały czas rozmawiałyśmy po angielsku. W tym momencie kobieta podziękowała mi zadając pytanie, którego niestety nie zrozumiałam. Zapytała, skąd jestem? Gdy usłyszała, że lecę do Polski... jej twarz rozjaśniła się nagle. Usłyszałam dziękuję w moim rodzimym języku oraz szeptaną z gorącą wiarą Zdrowaś Maryjo łamaną polszczyzną. Wiedziałam, że to za mnie. Takie było jej podziękowanie. Poczułam, jak fala ciepła przenika moje serce, a całe ciało, przeszedł dziwny dreszcz. Czułam się bezpiecznie. Och, gdybym miała chociaż jedną maleńką kropelkę tak silnej wiary , jak ona.
Moje oczy napełniły się łzami. W skrytości serca, dziękowałam Opatrzności za spotkanie z tą wyjątkową osobą.
Każdego dnia spotykamy na swojej drodze tych, którzy wnoszą coś do naszego życia duchowego. Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Czasem nie mając zupełnie świadomości, że nic nie dzieje się bez przyczyny.
Na płycie lotniska odniosłam wrażenie, że jestem wolna jak ptak, który po długiej podróży powraca do swojego gniazda...


W domu był czas słodkości, wspaniałych polskich truskawek, żartów i śmiechu...

Czas wspomnień... wzruszeń i łez.



A teraz przede mną czas, by spojrzeć w przyszłość...











                                                                                      

niedziela, 17 maja 2015

Zapachniało majem...

Tak. Zapachniało majem. Kwitnące drzewa upajają swoją wonią. W ogródkach i parkach kolorowo od wiosennych kwiatów. Kilka dni temu wybrałam się na spacer po centrum Dublina. Z przyjemnością zaglądnęłam do pobliskiego Parku przy Grafton Street. Po przejściu kilku alejek usłyszałam dźwięki tanecznej muzyki. Z ciekawością pomaszerowałam w tamtą stronę. Widok tańczących par wywołał uśmiech na mojej twarzy. Prawdziwa majówka, jak to w dawnych czasach bywało...



Zatrzymałam się na chwilę, bo jakże miło było popatrzeć, na szczęśliwych ludzi. Szkoda tylko, że słońca w Irlandii ciągle jak na lekarstwo.




Lubię, uśmiechających się ludzi. Kiedy chociaż przez chwilkę są szczęśliwi.







Wracałam do domu po długim spacerze. Zmęczona, zamyślona i odrobinkę głodna. W domu po lekkim posiłku postanowiłam, że czas zakończyć ten dzień kaloryczną bombą. A co mi tam...




Dzień zakończył się przy płomieniu różanej świecy. Kolejnym odcinkiem ulubionego serialu pt."Wspaniałe Stulecie", oraz smacznym, lodowo - owocowym deserem.


Deser lodowy;
lody śmietankowe
maliny
truskawki
banan
borówka
mandarynka
płatki migdałów

Można dodać bitą śmietanę posypaną delikatnie czekoladą lub cynamonem.


piątek, 8 maja 2015

List do matki - Sergiusz Jesienin

Żyjesz jeszcze, biedna stara matko?
I ja żyję. Pozdrowienia ślę.
Niechaj sączy się nad twoją chatką
To wieczorne światło w sinej mgle.
Mnie pisano, ze ukrywasz trwogę,
Tęsknisz za mną, że cię trapi żal,
Że wychodzisz często znów na drogę
W swej salopie śmiesznej - patrzeć w dal.
A gdy siny mrok na wieś się kładzie,
Często widzisz, niby blisko tuż,
Jak ktoś mi nagle w karczemnej zwadzie
Wbił po serce fiński nóż.
Głupstwo mamo! Spokój nade wszystko.
To igraszka tylko sennych mar,
Już nie takie ze mnie pijaczysko,
Bym bez ciebie gdzieś tam z dala zmarł.
Po dawnemu łaknę twej pieszczoty
I o jednym marzę tylko w snach,
Bym czym prędzej od tej złej tęsknoty
Znów powrócić pod nasz niski dach.
Wrócę, wrócę, kiedy w słońca blasku
Rozwiosenni się nasz biały sad.                               

Tylko ty już więcej mnie o brzasku
Nie budź tak, jak osiem temu lat.
Nie rusz tego, co sie odmarzyło,                    

Nie budź tego, co na wieki śpi.
Zbyt mnie wcześnie życie doświadczyło.
Strata złud i nuda wszystkich dni.
I modlitwy nie ucz mnie. Bo po co?
Co odeszło, już nie wróci, nie.
Tyś jedyną łaską i pomocą,
Tyś jedyne moje światło w śnie.
Więc zapomnij już tę swoją trwogę,
Przestań tęsknić, porzuć zbędny żal.
I nie wychodź tak często na drogę,
W swej salopie śmiesznej - patrzeć w dal.



Tłum. Kazimierz Andrzej Jaworski

wtorek, 28 kwietnia 2015

Marzenia do spełnienia...

Ktoś kiedyś powiedział, że marzenia się spełniają. Należy tylko o tym intensywnie myśleć i głośno je wymawiać. Czyli wiara w pozytywne myślenie. Ale jakże często na drodze pozytywnego myślenia pojawiają się te negatywne, zaśmiecające nasz umysł. Wnoszące niewiarę i brak nadziei. W dodatku brak miłości i zrozumienia, sprawiają, że czujemy się beznadziejnie opuszczeni, samotni i słabi...
I jak zbudować ten wymarzony dom, kiedy prawdziwa MIŁOŚĆ, która jest fundamentem każdego domu, rodziny  nie nadchodzi?

Uwielbiam zaglądać do sklepów, gdzie mogę podziwiać meble oraz asortymenty z wyposażeniem domu. Niedawno wybrałam się do pobliskiego centrum handlowego, na "małe co nieco".
Odwiedziłam oczywiście sklep meblowy, by zobaczyć nowe oferty. Przyznam się szczerze, że było na co popatrzeć... i o czym pomarzyć.











Uwielbiam takie wypoczynki. Duże i wygodne :)


Były to propozycje sklepu Harvey Norman - Dublin Blanchardstown IE.

A teraz kilka interesujących wybranych pozycji z TK-MAXXa, gdzie zawsze spędzam miło czas, a zakupy w nim należą do udanych.


Interesujące ozdobne wazony wykonane metodą zrolowanego papieru. Propozycja indyjska.