róża

Elegant Rose - Working In Background

czwartek, 16 czerwca 2011

O szyby deszcz dzwoni ...

DESZCZ JESIENNY Leopold Staff

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...
Odziane w łachmany szat czarnej żałoby
Szukają ustronia na ciche swe groby,
A smutek cień kładzie na licu ich miodem...
Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem
W dal idą na smutek i życie tułacze,
A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...
Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...
Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...
Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...
Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.
Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,
Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...
Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...
Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...
Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...
Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,
Trawniki zarzucił bryłami kamienia
I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...
Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu
Położył się na tym kamiennym pustkowiu,
By w piersi łkające przytłumić rozpacze,
I smutków potwornych płomienne łzy płacze...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...



Aż korciło mnie aby umieścić ten wiersz w dzisiejszej notce...

Obudził mnie szelest deszczu, który z lekka zamieniał się w coraz to głośniejsze stukanie o szybę. Otworzyłam powoli oczy wsłuchując się w miarowe uderzenia spadających kropli. Sen powoli odchodził z na wpół przymkniętych powiek, by po niespełna godzinie stać się tylko wspomnieniem.
Delektując się poranną kawą, spojrzałam przez zapłakaną deszczem szybę. Moją uwagę przyciągnęły dwa gołębie siedzące na pobliskim dachu.
" Poranne kantyczki " przemknęło mi przez myśl,która wywołała uśmiech na mojej twarzy.

Przypomniały mi się natychmiast godzinki do NMP, których tak często lubiłam słuchać.
Oraz wspomnienia z dzieciństwa...
Pamiętam, jak będąc małym brzdącem, moja prababcia często zabierała mnie ze sobą do kościoła. Tam sadzała mnie przy bocznym ołtarzu przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, sama zaś zajmowała miejsce nieopodal w ławce.
Wpatrywałam się w oblicze Matki Kościoła. Na aniołów podtrzymujących Jej koronę.Czułam dziwne ciepło płynące z tego obrazu.Zdarzało się często, że wsłuchując się w śpiew ludzi połączony z brzmieniem organów zasypiałam u stóp Maryi, by obudzić się na kolanach ukochanej prababci.
Minęło już tyle lat, a ja pamiętam te chwile, jakby to było zaledwie kilka dni temu...
Kościół pod wezwaniem
św. Teresy od Dz.Jezus w Lublinie.




poniedziałek, 6 czerwca 2011

Szkatułka , aniołek i inne cudeńka ...

Dzisiaj o kolejnych zdobyczach z ostatniego carboota , na którym byłam około miesiąca temu .
Jak już pisałam w jednym z postów , ceny na carbootach są w miarę niskie . Piszę w miarę , bo to zależy , co pojawi się na przysłowiowej " licytacji "
i co chcemy kupić . Można się targować :)




Moją kolejną zdobyczą stał się ... aniołek , który zaraz powędrował do sypialni , by zająć miejsce na półeczce koło szkatułki , zakupionej również na wyprzedaży .




Razem ładnie się prezentują ...






Na wieczku szkatułki widnieje słoń z podniesioną trąbą , która ma symbolizować dostatek i szczęście ;)
Wnętrze szkatułki wyłożone jest miękkim i delikatnym materiałem .









Wśród tandetnej , starej biżuterii znalazłam mały drobiazg , który po dokładnym obejrzeniu okazał się srebrnym wisiorkiem z możliwością umieszczenia w nim maleńkich fotografii .


Każda z zakupionych rzeczy nie przekroczyła dwóch funtów .
Więc można powiedzieć , że to była okazja :)
Oby więcej takich okazji można było spotkać na carbootach , tego życzę kupującym ...