róża

Elegant Rose - Working In Background

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Wyspa szemrzącego wiatru...

Mój dom na końcu świata... to wiecznie Zielona Wyspa, gdzie tak często deszcz śpiewa swoją rzewną piosenkę. Z każdym początkiem stycznia, uświadamiam sobie, jak szybko mija czas.
Na moich ramionach kolejny "krzyżyk", który rzeźbi  rysy na mojej twarzy.
Każdy kolejny rok przynosi coś nowego.  Przez okres trzech lat, spotkałam na swojej drodze wiele nowych osób. Niektóre z tych znajomości przetrwały umacniając nasze relacje. Kilka z nich przerodziło się w przyjaźń. Kiedy zastanawiam się nad tym głębiej, stwierdzam, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Że każda z tych napotkanych osób, wniosła coś nowego do mojego życia. Jedni zatrzymali się w nim na dłużej. Inni byli gośćmi przez krótką, czy też dłuższą chwilkę. Z każdej z nich wyniosłam jakieś doświadczenie. Przerobiłam jakąś lekcję. Coś mnie wzmocniło. Ktoś otarł moją łzę, ktoś inny uśmiechnął się do mnie. Dzisiaj wiem, że nikt z nas nie jest tak naprawdę sam. Bo jest "ktoś", kto czuwa nad każdym z nas. 


Na Zielonej Wyspie dla każdego z nas, wiatr szemrze inaczej. Jednych swą siłą popycha do przodu, innych zatrzymuje lub cofa. Któż odgadnie swoje przeznaczenie? Jest wiele dróg. Dla każdego inna, chociaż tak często się krzyżują... niewielu wybiera ten sam kierunek.


                                

czwartek, 2 listopada 2017

Przymusowy odpoczynek...

Dwa miesiące temu odebrałam kolejne zamówienie z polskiej księgarni. Muszę się przyznać, że trochę "zaszalałam", ale było warto. Książki, które zapełniły puste miejsce w mojej biblioteczce, czekają na swoją kolej.




W październiku wybrałam się do Polski. Dwa tygodnie przeleciało, jak przysłowiowy sen. Spotkania, zakupy, spacery, rozmowy... no i oczywiście nie mogłam oprzeć się słodkościom. Takich, w Irlandii nie ma ;)

Po niespełna dwóch tygodniach, po moim powrocie do pracy... przymusowy urlop. Tym razem dłuższy. Spowodowany małym wypadkiem w pracy. Ten czas, poświęcam na czytanie książek, spotkania ze znajomymi. Pogodne dni wykorzystuję na spacery. Nogi mam zdrowe :)
Polskie przysłowie mówi..." Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie", w moim przypadku - chorobie. Muszę powiedzieć, że mam wokół siebie znajomych, którzy mają otwarte serca. Moja wdzięczność jest nieopisana.








piątek, 1 września 2017

Miłe zaczytanie...

Tydzień temu odwiedziłam polską księgarnię w centrum Dublina. Zamówiłam sobie pokaźną ilość tytułów, które przyjadą z Polski pod koniec miesiąca. Nie omieszkałam przeglądnąć półek z książkami. Oczywiście moje oczy powędrowały w stronę lektury; lekkiej i przyjemnej dla duszy... czyli romanse. Po chwili, po zapoznaniu się z krótkim streszczeniem trzech pozycji, książki znalazły się w moim koszyku. Z ogromną przyjemnością wypełnię wolny czas zatapiając się w świecie zaczytania...





W jesienne, szare i słotne wieczory na "wszystko" najlepszym lekarstwem jest ulubiona książka. Uwielbiam szelest pachnących drukiem zapisanych stron, które pozwalają zapomnieć na chwilę o otaczającym mnie świecie.


sobota, 29 lipca 2017

Wycieczka do Bray...

W tym roku lata w Irlandii jest, jak na lekarstwo. Każdy stara się wykorzystać słoneczny wolny dzień na świeżym powietrzu. Również i ja wybrałam się  na wschodnie wybrzeże Irlandii, do Bray. Gdzie znajdują się wspaniałe i malownicze obrazy. Tego dnia pokonałam w obydwie strony około dwunastu kilometrów. Pomimo zmęczenia, kurzu, upału oraz obolałych nóg wróciłam z tej wycieczki szczęśliwa. Moja wędrówka rozpoczęła się w Bray, gdzie rozciąga się wspaniały widok morza, łódek, statków i plaży. Nieopodal znajduje się "góra", a na niej, na samym szczycie, krzyż. Wokoło piękna zieleń i widok błękitnego oceanu. Wędrując ścieżką wiodącą do Greystones rozmyślałam nad życiem, które zapisuje obszerne strony historii mojego małego świata...
Przyjemnie jest maszerować w ciszy, by usłyszeć niczym niezmącone szepty duszy... Delektować się przyrodą, poczuć poranną bryzę na swojej twarzy.




W tej ciszy słyszałyśmy bicie naszych serc... mojego i Nelly.


Patrzyłam na swoje buty pokryte kurzem, przywołując w myślach mój niedokończony wiersz...





"Z pokrytych kurzem butów, czytam poezję mego życia"... ciąg dalszy, dopisze historia.

niedziela, 11 grudnia 2016

Jest taka cisza...

W tej ciszy chcę usłyszeć Ciebie.
Wypłakać każdy ból i cierpienie.
Oprzeć zmęczoną głowę na Twoim ramieniu,
powierzyć sekrety umęczonej duszy.


Jest taka cisza, która zbliża do Ciebie...
Jest taka cisza, pośród której oczekujesz przebaczenia.
I są łzy żalu za to co minęło bezpowrotnie.
Cichym westchnieniem wzywam Twego imienia.

Nie pytam dlaczego wiedziesz krętymi ścieżkami.
Zabierasz to, co tak hojnie dałeś.
Jak Jonasz padam na kolana i czekam...
Na Twój uśmiech pełen miłosierdzia
ufając, że nie jest za późno.

Margaret Woznicka

piątek, 18 listopada 2016

Przemyślenia...

Z pokrytych kurzem butów...
Czytam poezję mego życia.

   Margaret Woznicka                                  

wtorek, 12 kwietnia 2016

Panie, jak pięknie ten świat stworzyłeś...

Rano powitał mnie deszcz. Zupełnie mnie to nie zdziwiło. Taka pogoda utrzymuje się w Dublinie od dłuższego czasu. Ochłodzenie sprawiło, że opady atmosferyczne raczą nas gradem. Tęsknota za wiosną i słońcem sprawia, że większość osób chodzi poirytowana. Jako, że nie lubię chodzić z parasolką, naciągnęłam głębiej kaptur na głowę i udałam się w stronę autobusu. Zajęłam miejsce na pięterku, ponieważ na dole wszystkie miejsca siedzące były zajęte. By dostać się do centrum, autobus musi pokonać czas około 45 - 50 minut. Liczne korki o tej godzinie, nie są niczym dziwnym. Mieszkanie na peryferiach Dublina ma swoje plusy i minusy, jak w każdym mieście w europie.


Głośne słuchanie muzyki ze stacji radiowej przez jednego z pasażerów irytowało kilka osób, ale nikt nikomu nie zwrócił uwagi. I nikt nie przejmuje się, że takie zachowanie jest nie na miejscu. Dość często spotykam takie sytuacje. Czasem ktoś słucha głośno muzyki w słuchawkach. Które zapewne są gorszej jakości, bo nie wyciszają dźwięków wydostających się do otoczenia. I to nazwałabym terroryzmem...
Mój dzień minął bardzo szybko. Po pracy małe zakupy i oczekiwanie na autobus sprawiło, ze wróciłam do domu przemoknięta. Gorąca herbata oraz prysznic sprawiły, że poczułam się lepiej. W pewnej chwili uświadomiłam sobie, że tak naprawdę świat jest piękny. Pomimo małych potknięć. Każdy dzień jest cudem. Czasem tak niewiele potrzeba do szczęścia. Wystarczy cisza, kubek gorącej, ulubionej herbaty, cała reszta to już dodatek wedle upodobań indywidualnych.
W pędzie dnia codziennego, rzadko cieszymy się z drobiazgów, bo wiele spraw jest ważniejszych. Ale czy tak naprawdę te sprawy są ważniejsze? Czy po prostu jest to jakaś forma usprawiedliwienia dla nas samych? Tak naprawdę, wystarczy nie dać się zwariować i zacząć cieszyć się każdym dniem z byle powodu. Dobrze co pewien czas zrobić sobie wewnętrzny rozrachunek, co mam, co posiadam, co już osiągnęłam. Okaże się wtedy, że mamy bardzo dużo. Więcej niż tak naprawdę potrzebujemy.
Myślę, że warto wtedy podziękować Opatrzności za to wszystko, bez względu w co wierzymy. Za to co mamy, za pomoc i wsparcie w życiu. Poczuć prawdziwą, wewnętrzną wdzięczność za wszystko.
Wtedy odczujemy wewnętrzny spokój. Cieszenie się z drobiazgów życia codziennego, wprowadza poczucie stabilności.