róża

Elegant Rose - Working In Background

piątek, 1 września 2017

Miłe zaczytanie...

Tydzień temu odwiedziłam polską księgarnię w centrum Dublina. Zamówiłam sobie pokaźną ilość tytułów, które przyjadą z Polski pod koniec miesiąca. Nie omieszkałam przeglądnąć półek z książkami. Oczywiście moje oczy powędrowały w stronę lektury; lekkiej i przyjemnej dla duszy... czyli romanse. Po chwili, po zapoznaniu się z krótkim streszczeniem trzech pozycji, książki znalazły się w moim koszyku. Z ogromną przyjemnością wypełnię wolny czas zatapiając się w świecie zaczytania...





W jesienne, szare i słotne wieczory na "wszystko" najlepszym lekarstwem jest ulubiona książka. Uwielbiam szelest pachnących drukiem zapisanych stron, które pozwalają zapomnieć na chwilę o otaczającym mnie świecie.


sobota, 29 lipca 2017

Wycieczka do Bray...

W tym roku lata w Irlandii jest, jak na lekarstwo. Każdy stara się wykorzystać słoneczny wolny dzień na świeżym powietrzu. Również i ja wybrałam się  na wschodnie wybrzeże Irlandii, do Bray. Gdzie znajdują się wspaniałe i malownicze obrazy. Tego dnia pokonałam w obydwie strony około dwunastu kilometrów. Pomimo zmęczenia, kurzu, upału oraz obolałych nóg wróciłam z tej wycieczki szczęśliwa. Moja wędrówka rozpoczęła się w Bray, gdzie rozciąga się wspaniały widok morza, łódek, statków i plaży. Nieopodal znajduje się "góra", a na niej, na samym szczycie, krzyż. Wokoło piękna zieleń i widok błękitnego oceanu. Wędrując ścieżką wiodącą do Greystones rozmyślałam nad życiem, które zapisuje obszerne strony historii mojego małego świata...
Przyjemnie jest maszerować w ciszy, by usłyszeć niczym niezmącone szepty duszy... Delektować się przyrodą, poczuć poranną bryzę na swojej twarzy.




W tej ciszy słyszałyśmy bicie naszych serc... mojego i Nelly.


Patrzyłam na swoje buty pokryte kurzem, przywołując w myślach mój niedokończony wiersz...





"Z pokrytych kurzem butów, czytam poezję mego życia"... ciąg dalszy, dopisze historia.

niedziela, 11 grudnia 2016

Jest taka cisza...

W tej ciszy chcę usłyszeć Ciebie.
Wypłakać każdy ból i cierpienie.
Oprzeć zmęczoną głowę na Twoim ramieniu,
powierzyć sekrety umęczonej duszy.


Jest taka cisza, która zbliża do Ciebie...
Jest taka cisza, pośród której oczekujesz przebaczenia.
I są łzy żalu za to co minęło bezpowrotnie.
Cichym westchnieniem wzywam Twego imienia.

Nie pytam dlaczego wiedziesz krętymi ścieżkami.
Zabierasz to, co tak hojnie dałeś.
Jak Jonasz padam na kolana i czekam...
Na Twój uśmiech pełen miłosierdzia
ufając, że nie jest za późno.

Margaret Woznicka

piątek, 18 listopada 2016

Przemyślenia...

Z pokrytych kurzem butów...
Czytam poezję mego życia.

   Margaret Woznicka                                  

wtorek, 12 kwietnia 2016

Panie, jak pięknie ten świat stworzyłeś...

Rano powitał mnie deszcz. Zupełnie mnie to nie zdziwiło. Taka pogoda utrzymuje się w Dublinie od dłuższego czasu. Ochłodzenie sprawiło, że opady atmosferyczne raczą nas gradem. Tęsknota za wiosną i słońcem sprawia, że większość osób chodzi poirytowana. Jako, że nie lubię chodzić z parasolką, naciągnęłam głębiej kaptur na głowę i udałam się w stronę autobusu. Zajęłam miejsce na pięterku, ponieważ na dole wszystkie miejsca siedzące były zajęte. By dostać się do centrum, autobus musi pokonać czas około 45 - 50 minut. Liczne korki o tej godzinie, nie są niczym dziwnym. Mieszkanie na peryferiach Dublina ma swoje plusy i minusy, jak w każdym mieście w europie.


Głośne słuchanie muzyki ze stacji radiowej przez jednego z pasażerów irytowało kilka osób, ale nikt nikomu nie zwrócił uwagi. I nikt nie przejmuje się, że takie zachowanie jest nie na miejscu. Dość często spotykam takie sytuacje. Czasem ktoś słucha głośno muzyki w słuchawkach. Które zapewne są gorszej jakości, bo nie wyciszają dźwięków wydostających się do otoczenia. I to nazwałabym terroryzmem...
Mój dzień minął bardzo szybko. Po pracy małe zakupy i oczekiwanie na autobus sprawiło, ze wróciłam do domu przemoknięta. Gorąca herbata oraz prysznic sprawiły, że poczułam się lepiej. W pewnej chwili uświadomiłam sobie, że tak naprawdę świat jest piękny. Pomimo małych potknięć. Każdy dzień jest cudem. Czasem tak niewiele potrzeba do szczęścia. Wystarczy cisza, kubek gorącej, ulubionej herbaty, cała reszta to już dodatek wedle upodobań indywidualnych.
W pędzie dnia codziennego, rzadko cieszymy się z drobiazgów, bo wiele spraw jest ważniejszych. Ale czy tak naprawdę te sprawy są ważniejsze? Czy po prostu jest to jakaś forma usprawiedliwienia dla nas samych? Tak naprawdę, wystarczy nie dać się zwariować i zacząć cieszyć się każdym dniem z byle powodu. Dobrze co pewien czas zrobić sobie wewnętrzny rozrachunek, co mam, co posiadam, co już osiągnęłam. Okaże się wtedy, że mamy bardzo dużo. Więcej niż tak naprawdę potrzebujemy.
Myślę, że warto wtedy podziękować Opatrzności za to wszystko, bez względu w co wierzymy. Za to co mamy, za pomoc i wsparcie w życiu. Poczuć prawdziwą, wewnętrzną wdzięczność za wszystko.
Wtedy odczujemy wewnętrzny spokój. Cieszenie się z drobiazgów życia codziennego, wprowadza poczucie stabilności.






wtorek, 29 marca 2016

Mój Dom na końcu świata...

W Irlandii popularną stroną dla poszukujących mieszkań jest strona Daft,ie.
Ofert jest bardzo wiele, ale niestety, by znaleźć coś odpowiedniego należy poświęcić dużo czasu na poszukiwania. I kiedy już coś wypatrzymy konkretnego, to dopiero połowa sukcesu. Czynsze w ostatnim czasie wzrosły kolosalnie. Przyczyna - to ustawa o zamrożeniu podwyżki czynszów przez okres dwóch lat. Następnie należy zadzwonić pod wskazany numer lub wysłać e-maila, bo nikt nie odbiera telefonu lub go zwyczajnie nie ma. Zaświadczenie o pracy, opinia od poprzedniego landlorda, czasem - wyciągi bankowe. I kiedy przebrniemy przez tą drogę, mamy umówione spotkanie, na którym pojawia się dość liczne grono zainteresowanych. Zdarza się również tak, że kiedy przychodzimy na umówioną godzinę, okazuje się, że mieszkanie zostało już wynajęte godzinę wcześniej. I jeszcze jedno... zdjęcia z ofertami mieszkań nie zawsze pokazują prawdę. Mi się udało. Mieszkanie wymarzone. Ciepłe, słoneczne i baaardzo przytulne. Czuję się w nim, jak u Pana Boga za piecem  :)
Teraz czas na powolne upiększanie małego gniazdka. Po niedługim namyśle wybrałam kolory bieli i szarości... oraz delikatne dodatki fioletu.
Z mojego okna mam piękny widok południowo zachodni.








sobota, 26 marca 2016

Sernik brzoskwiniowy...

Kilka dni temu szukałam w internecie przepisu na sernik. Powinien być prosty, i smaczny. No i znalazłam :)

Odrobinę go zmodyfikowałam...
Upiekłam sam ser. Jednak wedle uznania, można dodać spód biszkoptowy.

Składniki na masę serową:

  • 1,5 kg zmielonego sera białego;
  • 30 dkg cukru kryształu;
  • 12 jaj;
  • 1 budyń śmietankowy lub waniliowy (bez cukru);
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej;
  • 1,5 kostki margaryny;
  • 2 opakowania cukru waniliowego;
  • 1 puszka brzoskwiń;
  • garść sparzonych rodzynek oprószonych mąką
Wykonanie:
Margarynę ucierać z cukrem kryształem i cukrem waniliowym, stopniowo dodając po jednym żółtku. Następnie dodać ser, mąkę i budyń, dobrze wymieszać. Ubić białka na sztywną pianę i dodać do masy, delikatnie mieszając. Na końcu wmieszać pokrojone w kostkę owoce brzoskwini oraz rodzynki. Piec w temperaturze 150-1800C przez około 1 godzinę. 




U mnie deszczowo. Przed chwilką padał deszcz i grad, a teraz pojawiło się słońce :)

Wszystkim życzę błogosławionych i spokojnych świąt wielkanocnych.