róża

Elegant Rose - Working In Background

sobota, 26 października 2013

Przyjaźnie... pożegnania, łzy i tęsknoty.

Gdyby pewnego dnia zadano mi pytanie, za czym lub za kim tęsknię? Odpowiedziałabym... tęsknię za przyjaciółmi, których pożegnałam wyjeżdżając z Anglii. Kilka dni przed moim odlotem do Dublina, spotkałam się z koleżankami z byłej pracy. Obydwie są mi bardzo bliskie.
Na spotkaniu z Anitą wstąpiłyśmy do kawiarenki w małej galerii na deptaku. Zamówiłyśmy kawę cappuccino oraz bardzo smaczne muffinki.


Rozmawiałyśmy długo. Żal było się rozstawać.
Po kilku dniach spotkałam się z moją kolejną przyjaciółką Eleną, która pochodzi z Rygi. Na nasze ostatnie spotkanie przyszła z niesamowitym kwiatkiem, który trafił do moich rąk. Zaszkliły mi się oczy.



Czas spędzony z Eleną wnosił przemiłą atmosferę. Kawa smakowała  tego dnia wyjątkowo. Nie chciałyśmy się tak szybko rozstawać. Spacer i rozmowy na wiele tematów. Wspaniałe chwile, których nigdy nie zapomnę. Rozstanie było dla nas obydwu bolesne. Elena machała mi na pożegnanie ocierając łzy. Ja, raz po raz odwracałam się, by popatrzeć na nią. Trudno opisać co działo się w moim sercu. Jakże ciężko jest żegnać się z przyjaciółmi.
Czekając na pociąg do domu rozmyślałam nad mijającymi trzema latami, których tak do końca nie mogę żałować. Nawiązałam wartościowe przyjaźnie o których się nie zapomina...




poniedziałek, 21 października 2013

Waga...

Wczoraj pojechaliśmy z synem na carboot. Nie wiedziałam, że w Dublinie podobnie jak w Anglii również są takie targi. I cóż, nie mogło być inaczej... wróciłam zadowolona z kolejną zdobyczą, którą jest waga. Utargowałam z 20 euro na 15. Myślę, że się opłacało ;)





Dom z marzeń...

Któż z nas nie chciałby mieć domu pełnego ciepła i miłości. Takiego z marzeń. Urządzonego według własnego gustu.
Kilka dni temu wybraliśmy się do Ikei. Było na co popatrzeć. Najpiękniejsza ekspozycja to chyba meble i wystrój sypialni.








Każdy z nas szukał coś odpowiedniego dla siebie :)
Przede mną małe malowanie mojego pokoiku. Zastanawiam się nad podobnym kolorem ściany w delikatnym odcieniu lila-róż.
Mmm... i pomyśleć tylko, jakie sny można śnić w takiej sypialni :)


czwartek, 17 października 2013

Dublin...

Pierwsze dni w Dublinie, a właściwie pierwszy tydzień minął na rozpakowywaniu, praniu, sprzątaniu oraz zakupach.







 Każdego poranka otwierając oczy nie dowierzałam, że jestem z tymi, których kocham. Jaka radość wypełniała i wypełnia serce moje trudno opisać.

Dom, w którym mieszkamy posiada trzy sypialnie, salonik, kuchnię i co najważniejsze ogródek przed wejściem i z tyłu domu. Jedną z najważniejszych rzeczy jest miejsce na samochód. W Dublinie, w centrum miasta trzeba płacić za parkowanie na ulicy, a mieszkańcy muszą wykupić specjalny roczny abonament.
Ileż pracy potrzeba włożyć w ten dom, by wyglądał przytulnie. Myślę, że z czasem to miejsce nabierze swoistego uroku i odpowiedniej atmosfery :)






Dzisiaj mogłabym zatytułować swój blog... "Dom na Zielonej Wyspie".
Moim marzeniem jest posiadanie jakiegoś zwierzaczka. Nie wiem jeszcze co to będzie. Może jakiś maleńki psiak, a może podobny kot, który mieszka tuż za płotem :)




Dopijam ciepłą herbatkę... Saga - moja ulubiona i koniecznie z cytryną. I myślę, że na dzisiaj tyle. Właśnie za chwilkę minie północ.


Uciekam, by śnić najpiękniejszy sen... sen o wymarzonym domu :)

wtorek, 15 października 2013

Upragniony dzień...

W końcu nadszedł długo oczekiwany dzień. Z uśmiechem na ustach jechałam na lotnisko żegnana przez znajomych. Odprawa odbyła się szybko i sprawnie. Do odlotu samolotu miałam dość dużo czasu, postanowiłam napić się kawy i pozbierać myśli.

Lotnisko w Bournemouth.

Bournemouth-lotnisko.

Z radością patrzyłam na spieszących się pasażerów, którzy odlatywali na urlop do ciepłego słonecznego kraju.


Na swój lot musiałam poczekać jeszcze godzinę.



Patrzyłam raz po raz na ekran telewizora, na którym pojawiła się nazwa miasta, do którego za chwilę miałam odlecieć. Nie mogłam uwierzyć, że ten dzień już nadszedł.
Samolot był mały. Obok mnie wolne miejsce. Lot udany. Patrzyłam na oddalającą się Anglię, którą żegnałam z uśmiechem na ustach. Pomyślałam sobie, że teraz zaczynam nowe życie. I będę naprawdę szczęśliwa :)

Anglia-Bournemouth.


Anglia-Bournemouth.

Anglia

I tak żegnałam miejsca, w których przyszło mi żyć w ciągu trzech długich lat...

Bournemouth-pierwsze miasteczko, w którym mieszkałam dwa lata.

New Milton- miejsce mojego ostatniego pobytu.

W Dublinie przywitał mnie syn, w którego wtuliłam się dając upust łzom radości...

Dublin
cdn...


czwartek, 3 października 2013

Oczekiwanie...

Mijający tydzień dłuży mi się wyjątkowo. Lecę do Dublina w najbliższą niedzielę. Czekam z niecierpliwością na ten wyjątkowy dzień, by rzucić się z utęsknieniem w ramiona mojego syna.
Wczoraj wybrałam się na spacer. Długi, nostalgiczny, jesienny. Pełen wspomnień.
Starałam się zrobić kilka zdjęć, by zabrać ze sobą jakąś pamiątkę. Ale czy będę chciała tutaj wracać myślami? Ciągle uczymy się żyć na nowo, kiedy coś nie układa się po naszej myśli. Nie zawsze świeci słońce. Ale, nawet kiedy przechodzą burze w naszym życiu, to zawsze musimy mieć nadzieję, że zobaczymy kiedyś tęczę, po której uda nam się przejść na drugą stronę  pokonując wszelkie przeszkody.


 
Sklepy zapraszają wystawionym towarem na zewnątrz.
W każdą środę czynny jest mały targ, gdzie można kupić wiele potrzebnych rzeczy.











 


 Wczoraj zastanawiałam się co zrobić na obiad. Jako, że mieszkam przez cały ten tydzień u znajomych mam zająć się gotowaniem. Wymyśliłam naleśniki z serem. Dawno nie jedliśmy tego dania, więc na moją propozycję zobaczyłam uśmiechnięte minki. Lubię krzątać się w kuchni kiedy mam czas. Kiedy nie muszę spieszyć się do pracy. Już nie mogę się doczekać, kiedy zacznie się normalne życie wśród kochających i kochanych, bliskich mi osób. 

Do nadzienia dodałam ser, żółtka, cukier wanilinowy, cukier i płatki migdałów. Zrumienione, cieplutkie i pachnące posypałam cukrem pudrem i czekoladą, dekorując plasterkami banana.
 To było baaardzo smaczne :)