róża

Elegant Rose - Working In Background

piątek, 28 lutego 2014

Jest taka cisza...

W tej ciszy chcę usłyszeć Ciebie.                                            
Wypłakać każdy ból i cierpienie.
Oprzeć zmęczoną głowę na Twoim ramieniu,
powierzyć sekrety  umęczonej duszy.

Jest taka cisza, która zbliża do Ciebie...
Jest taka cisza, pośród której oczekujesz przebaczenia.
I są łzy żalu za to co minęło bezpowrotnie.
Cichym westchnieniem wzywam Twego imienia.

Nie pytam dlaczego wiedziesz  krętymi ścieżkami.
Zabierasz to, co tak hojnie  dałeś.
Jak Jonasz padam na kolana i czekam...
Na Twój uśmiech pełen miłosierdzia
ufając, że nie jest za późno.

M.W.



sobota, 22 lutego 2014

Odłożona na półkę...



Sprawdzając pocztę mailową otworzyłam wiadomość od Księgarni internetowej dobreksiazki.pl.
Zamawiałam w niej wiele interesujących pozycji. Jednak dzisiaj coś szczególnie przykuło moją uwagę, a mianowicie książka oraz tekst umieszczony na zakończenie listu...

Co powiedział Bóg
Neale Donald Walsch

,,Mam na imię Neale i rozmawiałem z Bogiem. Tobie również się to zdarzyło. Być może nie jesteś tego świadom, ale tak właśnie było. Zapewne nadałeś temu wydarzeniu po prostu inną nazwę. Być może nazwałeś to nagłym uczuciem wszechogarniającej miłości, czy też najwznioślejszą myślą lub największym przypływem natchnienia, jakiego kiedykolwiek zdarzyło Ci się doświadczyć."



 

"Nie bagatelizuj małych dobrych uczynków, wierząc że niewiele mogą pomóc. Krople wody jedna po drugiej, po pewnym czasie wypełnią duży garnek."

Patrul Rinpocze

Pomyślałam sobie, że warto byłoby tą pozycję mieć w swoich zbiorach. Ale pomijając książkę, bo przecież nie ona tak bardzo przyciągnęła moją uwagę tylko słowa zapisane poniżej. Ileż prawdy jest zawartej w tych dwóch zdaniach. Gdyby każdy z nas zwracał na to uwagę świat stałby się lepszy...

 Kilka dni temu otrzymałam przesyłkę z Polski w postaci książki.

 

 

Pozycja ta zainteresowała mnie na tyle, że musiałam odłożyć na półkę czytaną obecnie "Irlandzki sweter". Dopiero teraz odkryłam, jak wspaniałym autorem jest Antonio Socci. Postanowiłam wyszukać więcej pozycji książkowych napisanych przez tego autora i zamówić je. 

Wielu z nas poszukuje prawdy. Odkrywając coś nowego, co pogłębia naszą wiedzę i wiarę. Coś, co doskonali nasze wnętrze. Wystarczy tylko chcieć i umieć dostrzegać to, co tak często dla wielu jest niewidzialne. Temat "morze"... by świat stał się lepszy, powinniśmy zacząć od siebie. Drobnymi kroczkami, nie zrażając się przeciwnościami. Mamy stać się miłością, chociaż nie jest to łatwe. Nasze serca tak często przybierają formę głazu, który powinniśmy starać się skruszyć. Czyli, nic nie jest proste. Życie jest trudne, a i my sami potrzebujemy wsparcia duchowego. Odrobiny zrozumienia i uczucia. Przyjaźni i serdeczności. Dając otrzymujemy. Otrzymując, przenosimy ten blask na innych, którzy żyją w naszych sercach i otoczeniu. Nigdy nie jest za późno, by zacząć wszystko od nowa.  

Słowa, które dzisiaj przeczytałam trafiły głęboko do mojego serca... "... Krople wody jedna po drugiej, po pewnym czasie wypełnią duży garnek."

 

czwartek, 20 lutego 2014

Pożegnać zimę...

Za kilka dni zakończy się dla Irlandii miesiąc silnych wiatrów, deszczu oraz połamanych parasoli.


I niby nic nadzwyczajnego, bo przecież ten kraj, ma swój wyjątkowy klimat. Właściwie deszcz jest tutaj na porządku dziennym i szczerze mówiąc, nikogo to nie dziwi. Jednak miesiąc luty jest wyjątkowy. Mieliśmy okazję doświadczyć nie tylko silnych wiatrów, ale również huraganu co przedstawiają zdjęcia poniżej.

( Zamieszczone fotografie pochodzą z Facebooka i nie są mojego autorstwa).











Tego dnia wszystkie loty zostały odwołane...

 
Dzisiaj pogoda dopisała. Żonkile, które zakwitły w ogródkach są znakiem, że wiosna tuż...


środa, 19 lutego 2014

Poezja Czesława Miłosza... Wiara

Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
Listek na wodzie albo kroplę rosy          

I wie, że one są - bo są konieczne.
Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
Na świecie będzie tylko to, co było,
A liść uniosą dalej wody rzeczne.


Wiara jest także, jeżeli ktoś zrani
Nogę kamieniem i wie, że kamienie
Są po to, żeby nogi nam raniły.
Patrzcie, jak drzewo rzuca długie cienie,
I nasz, i kwiatów cień pada na ziemię:
Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły. 



sobota, 8 lutego 2014

Polska... kochany kraj.

Długo zastanawiałam się nad tym wpisem. Czy w ogóle poruszać ten temat?
Otóż prawie miesiąc temu udało mi się polecieć do Polski na tydzień. Cieszyłam się niezmiernie, że znów będę mogła zobaczyć rodziców oraz znajomych. Zapomniałam jednak jak to jest w rodzimym kraju, a zwłaszcza... co napawa mnie dreszczem jeśli chodzi o wspomnienia z lotniska na Lublinku w Łodzi.
Może zacznę od początku.
Odprawa paszportowo biletowa w Dublinie przeszła sprawnie i szybko bez jakichkolwiek problemów. Jednym słowem bezstresowo.
Sprawiłam moim rodzicom nie lada niespodziankę swoim przyjazdem, o którym nic nie wiedzieli. Nie obyło się bez łez radości. Dziękuję za każdy dzień ich życia. Jest to jeden z najpiękniejszych darów Opatrzności, jaki można sobie wymarzyć.
Kolejnego dnia wybrałam się do znajomych po za Łódź. Miałam tam spędzić jedną noc. Obydwoje z synem nie spodziewaliśmy się, że powrót do domu rodziców stanie się problemem. Otóż w nocy temperatura spadła na tyle, że padający deszcz zamieniał wszystko w sople lodu. Nie mówiąc o chodnikach oraz jezdni. Poranek okazał się zaskoczeniem dla wszystkich. Gołoledź sparaliżowała wszelki ruch.





 Kolej ogłaszała co chwilę opóźnienia pociągów. Niestety, pobyt u znajomych musieliśmy przedłużyć o jeden dzień. I wcale się nie dziwię, że służby miejskie zostały zaskoczone. Bo nigdy nie wiemy, kiedy przyjdzie taki dzień, pomimo, iż kalendarzowa zima zaczęła się dwudziestego pierwszego grudnia.
Wieczorem podczas kolacji elektrownia wyłączyła światło. Czyżby stan klęski?
Kolację zjedliśmy przy świecach. Było nastrojowo i sympatycznie :)

Okazuje się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło...
Kolejnego dnia szczęśliwie dotarliśmy do Łodzi.
Ta podróż zakończyła się z uśmiechem na ustach, ale sam wylot z Polski sprawił, ze opuszczałam mój kraj z niesmakiem.
Otóż zapomniałam już, jak traktowani są pasażerowie na lotnisku Łódź - Lublinek.
Samo lotnisko, mam na myśli terminal jest ładne, nowoczesne. Niczym nie odbiegające od pozostałych w europie. W nowym terminalu swoje miejsce znalazł również postument Juliana Tuwima.



Ładnie tutaj, pomyślałam sobie uśmiechając się. Wszak nie widziałam tego miejsca trzy lata. Skierowaliśmy się w stronę odprawy. Oczywiście należało się do niej przygotować. Zdjąć płaszcz, buty, pasek od spodni, zegarek itd... Patrzyłam na dwie bramki, przy których stali mężczyzna i kobieta. Żadna z tych osób nie sprawiała miłego wrażenia. Wręcz odwrotnie, miny tych ludzi starały się jakby odstraszyć wszystkich podróżujących. Mimo to uśmiech z moich ust nie znikał. Wybrałam kobietę i w jej kierunku skierowałam swoje kroki. Przeszłam swobodnie przez bramkę, bez jakichkolwiek wskazań czytnika, że jest coś nie tak. Mimo to pani wzięła mnie zaraz w obroty.
- Proszę stanąć w rozkroku i rozłożyć ręce. Poinformowała mnie celniczka tonem rozkazującym. Stanęłam posłusznie czekając co będzie dalej. Pani z posępną miną, jakby miała we mnie jakiegoś przestępcę obmacała mnie począwszy od włosów, poprzez włożenie rąk w moją bieliznę, aż do stóp. Byłam w szoku, ponieważ nigdy ( a jestem po za granicami Polski już dziewiąty rok ) nie spotkałam się osobiście z takim traktowaniem. I tak było z każdą kobietą przechodzącą odprawę. To było uwłaczające. Chyba tylko na tym jedynym lotnisku tak traktowani są pasażerowie. Leciałam już niejednokrotnie z Warszawy i Wrocławia. Nigdy nie miałam podobnych incydentów. Wstyd mi za swoich rodaków. Czy można inaczej?