róża

Elegant Rose - Working In Background

niedziela, 26 stycznia 2014

Nie mogę zatrzymać czasu...

Każdy dzień mija niepostrzeżenie tak szybko, że zaczynam zastanawiać się nad przyszłością ( czytaj-starością). Czas. Któż z nas nie chciałby go zatrzymać na dłużej lub cofnąć chociaż na chwilkę. I jakże często kiedy cierpimy, chcielibyśmy przesunąć wskazówki zegara do przodu.



 

 Może to w dobie komputerów, przy których spędzamy większość wolnego czasu, nie zwracamy uwagi na to, że internet to przysłowiowy czaso - pochłaniacz. I chyba się nie mylę. Jednak powinnam wnieść poprawkę. Ponieważ, czas spędzony w Polsce, a było to prawie siedem dni bez internetu... przeleciał szybko. Zbyt szybko, więc jak wyjaśnić to, co się z nim (z tym czasem ) dzieje?
Nasze życie wygląda tak, jakby ktoś nagrał film i odtwarzał naszą przeszłość w trybie przyspieszonym. Nie mamy możliwości zatrzymać tego, co niemożliwe. Ani  przyspieszyć. A co z  planami na nadchodzący rok, czy też niedaleką przyszłość? Jakże często stają się niezrealizowane. Smutne, ale prawdziwe. Moje postanowienia Noworoczne? Chcę być szczęśliwa. Chcę cieszyć się z każdego dnia, z każdej mijającej chwili. Chcę żyć z uśmiechem na ustach. Nawet kiedy moje oczy będą mówiły coś innego.
Wszystko musi mieć swój czas i miejsce.

Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono...
Czas płaczu i czas śmiechu...

                                           (Księga Koheleta)

I czas oczekiwania... na to, co przyniesie życie.
Uśmiechajmy się częściej. Nawet jeśli nasze serce jest smutne. Zacznijmy myśleć pozytywnie. Pozwólmy, by uśmiech, taki szczery... serdeczny przyniósł niespodziewane rezultaty. Niech uśmiech stanie się naszym codziennym  Przeganiaczem czarnych chmur. Oby stał się tęczowym mostem dla lepszych dni. Pomóżmy sobie. Pozwólmy sobie pomóc.
Uśmiech oraz pozytywne myślenie - jestem tego pewna - sprawią, że nad naszym N I E B E M znów zaświeci słońce. I to od nas samych zależy, jak długo będziemy w jego promieniach...

czwartek, 16 stycznia 2014

Lubię kiedy inni są szczęśliwi...

Kiedyś przeczytałam na blogu mojej znajomej, że chciałaby przeczytać "Anię z Zielonego Wzgórza" w oryginale. Długo szukałam tej książki w Anglii. Niestety nie udało mi się jej kupić. Ale czasem podobno marzenia się spełniają... Pewnego poranka idąc do pracy, weszłam na chwilkę do sklepu. I cóż się stało? Aż pisnęłam z radości, przez co wzbudziłam zainteresowanie młodej osoby stojącej za ladą. Pośpiesznie wyciągnęłam rękę, gdzie znajdowały się książki. Nie mogłam uwierzyć. Stałam, jak zamurowana. Przytuliłam jedną z nich do siebie uśmiechając się na myśl, że będę mogła zrobić małą niespodziankę mojej internetowej przyjaciółce. Potrzeba było mojego powrotu do Irlandii, bym mogła spełnić czyjeś maleńkie marzenie :)



Książka niebawem poleci do Polski :)

A teraz moja kolejna lektura na najbliższy czas.


Wrócę jeszcze na chwilkę do ostatnio przeczytanej pozycji  pt." Dowód" E. Alexandra.
Nie odłożyłam jej zupełnie na półkę. Jestem pewna, że przez pewien czas będę do niej zaglądała. Poruszyła ona na tyle moje wnętrze, że chciałabym zatrzymać z niej coś na dłużej...
Dzięki niej zrozumiałam coś. Inaczej patrzę na życie. Zaczynam się uśmiechać.
W najbliższą sobotę lecę do Polski. Decyzję podjęłam nagle. Udało mi się załatwić kilka dni wolnego. I za małą chwilkę będę mogła zrobić rodzicom niespodziankę :)
Nauczmy się każdego dnia, dziękować za wszystko. Uśmiechać się nawet przez łzy. I nie dopuszczać do siebie smutnych myśli. Kochani... niech wasz nawet  najmniejszy  uśmiech i pozytywne spojrzenie na świat, rozgoni szare chmury z waszego życia.
Tego Wam najmilsi życzę :)


A teraz odrobinę uśmiechu przed snem...

Kilka dni temu zamek w drzwiach mojego pokoju zaczął odmawiać posłuszeństwa. Od wewnątrz mogłam je zamknąć i otworzyć bez problemu, lecz od strony korytarza gdybym je zamknęła, byłby problem z ich otworzeniem. Pewnego poranka zapomniałam o tym zupełnie i oczywiście wychodząc ze swojego pokoju, który właśnie postanowiłam przewietrzyć zamknęłam drzwi. Uśmiechnęłam się, że z łatwością mi się to udało.( Był również problem z ich zamykaniem z zewnętrznej strony). Ale po chwili uśmiech na moich ustach zamienił się w mały grymas. O jej, - pomyślałam sobie. Przecież teraz mogę ich nie otworzyć. I tak też się stało. Siłowałam się z klamką dość długo. Drzwi ani drgnęły. W pokoiku zostawiłam telefon. Na moje szczęście w kuchni był laptop. Zaraz wysłałam z Facebooka wiadomość do syna, który był w pracy informując go o moim problemie. Dopisałam również...- he, he, synu, chyba wejdę do pokoju przez okno po drabinie.
Na co otrzymałam odpowiedź...- he, he, mamo. Nawet nie próbuj, bo narobisz sobie jeszcze problemu i spadniesz. I w dodatku sąsiedzi będą mieli ubaw.
Oczywiście posłuchałam syna, który niebawem pojawił się w domu, by ruszyć matce na odsiecz z pomocą :))))
Klamka została wykręcona i zdjęta. Następnego dnia syn miał naprawić zamek.







Kolejnego dnia, kiedy wróciłam z pracy w domu nikogo nie było. Młodzi pojechali na zakupy. Wchodząc do przedpokoju moją uwagę przyciągnęła karteczka przyklejona do drzwi...


Czytałam kilkakrotnie maleńką wiadomość, którą zostawił dla mnie syn. Śmiejąc się z tej przygody, jaka mi się przytrafiła, pomyślałam sobie, że muszę zapisać to na blogu. Wygląda na to, że za kilka lat mogę zapomnieć jak się nazywam :))) Oczywiście to żart.
Cała sytuacja rozbawiła mnie na dobre. Muszę się do czegoś przyznać. Kocham ten czas. Czas, w którym mój syn przemienia się w mężczyznę. Za chwilkę założy własną rodzinę. Mam nadzieję, że będzie mi dane doczekać momentu, kiedy będę mogła tulić w swych ramionach jego dzieci. Kiedy stanę się najszczęśliwszą babcią pod słońcem.


niedziela, 12 stycznia 2014

Miłość i wybaczenie...

Siadając do pisania tej notki, zastanawiałam się jaki dać do niej tytuł ?
Otóż w minione wakacje "Ktoś" przywiózł mi z Polski książkę, o którą bardzo prosiłam. Przeczytałam o niej przypadkiem w internecie. Krótki opis treści zainteresował mnie na tyle, że zapragnęłam ją przeczytać. Jedna z wielu pozycji książkowych, jakie udało mi się zdobyć. Musiała trochę odleżeć na półce, zanim otworzyłam jej pierwszą stronę. I cóż... nie mogę się od niej oderwać.



Myślę, że na wszystko potrzebny jest czas.
Nawet moment, kiedy wzięłam ją do ręki z zamiarem przeczytania.
Ale to nie wszystko...
Myślę, że każdy z nas zastanawia się nad swoim życiem. Początek, czyli okres naszego narodzenia, jak i dzieciństwa znamy z opowiadań naszych rodziców, dziadków, najbliższej rodziny oraz fragmentów naszych wspomnień. Potrafimy w jakiś sposób tą przeszłość poskładać w całość. A co z przyszłością? W tym momencie chyba wielu z nas zacznie się uśmiechać. Ponieważ wszyscy chcemy być szczęśliwi. Pragniemy, by spełniły się nasze najskrytsze marzenia. Ale... są też i tacy, którzy dość często, zastanawiają się, co jest po TAMTEJ stronie? Jaki będzie nasz koniec? Wiem, że dla wielu z nas, to niepotrzebne obciążanie umysłu. Ale czy na pewno?
Sama książka nie wyjaśnia niestety niczego, co chcielibyśmy tak naprawdę wiedzieć. Jednak w moje życie, wniosła coś bardzo ważnego. Może raczej otworzyła mi oczy na to, o czym słyszałam od dawna. Potrzebowałam czasu, by zrozumieć słowa... miłość i wybaczenie.
Teraz rozumiem, że należy wybaczać nie tylko żywym, którzy są obecni w naszym życiu. Ale również tym, którzy odeszli w zaświaty. By mogli spokojnie cieszyć się życiem wiecznym. Pozwólmy im odejść na miejsce dla nich przeznaczone. Nie czujmy urazy, chociaż tak trudno zapomnieć o doznanej krzywdzie. Ale czyż my sami nie popełniamy błędów? Jakże często nieświadomie. Podobno każdy nasz uczynek powraca do nas z czasem, jak bumerang.
Przypomniała mi się moja dawna sąsiadka, która zawsze mówiła "- pamiętaj Gosiu, za każdy twój dobry uczynek spotka cię zasłużona kara". Śmiałyśmy się wtedy z tego powiedzenia. Ale ileż w nim prawdy, która dała mi się niejednokrotnie we znaki.
Mimo to, we wszystko co robię wkładam cząstkę mojego serca :)
Pamiętam kilka lat wstecz, przyśniła mi się pewna zmarła, (bliska osoba). Przyszła do mnie we śnie prosząc, bym jej wszystko wybaczyła. Tak się stało. Nie kryję do niej żalu. Mam cichą nadzieję, że po tamtej stronie, pamięta o tych, którzy dla nas obydwu znaczą bardzo wiele.
Czyż nie powinniśmy kochać tych, z którymi przebywamy na co dzień? Jakże często brakuje w naszych relacjach odrobinę cieplejszego uczucia i zrozumienia. Mówmy sobie częściej o uczuciach. Okazujmy je najbliższym, którzy tak jak my łakną szacunku, ciepła, miłości. Uśmiechu i dobrego słowa. Czułych gestów. Przecież to tak niewiele.
Oczywiście powinno to działać w obydwie strony :)

Na zakończenie wiersz ks. Twardowskiego...

Śpieszmy się

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą        

zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
                                                                                   
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą


ks. Jan Twardowski                               
"Nadzieja"- Kapela Gorale

czwartek, 9 stycznia 2014

Najważniejsza jest atmosfera...

W minioną sobotę przyjechali do nas znajomi. Dom od razu poweselał. Zrobiło się miło, wesoło i tak rodzinnie. Takie chwile chciałoby zatrzymać się na dłużej :) Przywieźli ze sobą ciasto. Otóż nie takie zwyczajne. Irlandzkie ciasto na Święta Bożego Narodzenia. Pełno w nim rodzynek i jest baaardzo słodkie. Otóż, że należę ostatnio do łasuchów... prawie całe zjadłam sama. Oczywiście nie jednego dnia ;D

Można je porównać do naszej Wigilijnej Kutii lub makiełek stawianych na wigilijnym stole.



Za niespełna tydzień poczuję się naprawdę rok starsza. Urodziny i następnego dnia imieniny, o których pamiętali Marta z Rafałem przypomniały mi, że czas nie stoi w miejscu... Otrzymałam od nich wspaniały prezent. Coś co bardzo lubię i zbieram :)








Odpakowywałam go bardzo ostrożnie z ogromną ciekawością, co jest w środku :)


Moim oczom ukazał się śliczny świecznik z trzema aniołkami, który zaraz powędrował na zaszczytne miejsce. Znajomi sprawili mi przeogromną niespodziankę. Zaszkliły mi się oczy ze wzruszenia.
Martusiu, Rafałku z serca jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam serdecznie :)
Muszę nadmienić, iż znajomi mają przesympatycznego i bardzo mądrego psiaka, który wabi się Floki, rasy Jack Russel Terrier.


Może kiedyś będę szczęśliwą właścicielką takiego mądrali :)
Po ich wyjeździe, zrobiło się bardzo cicho w całym domu. Może zbyt cicho? Czyż nie jest ważna atmosfera tam gdzie przebywamy? I z kim współdzielimy swoje szczęście i radość. Najważniejsi są przyjaciele, którzy mimo odległości zawsze są przy nas blisko. Czy to myślami, czy też sercem. Podtrzymują nas na duchu w tych mniej radosnych chwilach. Kiedy czujemy się bezsilni i bezradni. Nikt z nas nie jest sam. Wystarczy zatrzymać się na chwilkę i rozejrzeć wokoło, by dostrzec to, co tak często jest niewidzialne dla naszych zapłakanych i smutnych oczu.

"PRZYJACIELE SĄ JAK CICHE ANIOŁY, KTÓRE PODNOSZĄ NAS, GDY NASZE SKRZYDŁA ZAPOMNIAŁY JAK LATAĆ."