Za pasem już lipiec. W powietrzu czuć delikatny zapach maciejki. Nieopodal mojej działki słychać , jak sroka odpowiada na zaczepki swojego pisklęcia, które dopomina się popołudniowego posiłku.
Snując się po ogrodzie, skierowałam swoje kroki w stronę krzaczków poziomek. Niewiele jest ich w tym roku, jednak po kilku minutach zapełniłam kubeczek po brzegi. Krzewy porzeczek chorują. Zastanawiam się, czy nie wymienić ich na nowe krzewinki. Mimo to kilka gałązek czerwonej i białej porzeczki dokładam do pełnego kubka. Magiczne lato... kapryśne lato... wzbudza we mnie wspomnienia dzieciństwa oraz nostalgię.
Czasem zastanawiam się, czy nie zawiesić mojego bloga, na który i tak nie mam czasu. Jednak powstrzymują mnie wspomnienia, które przeżyłam przez szereg długich lat po za krajem. Wiele z nich zachowałam w swoim sercu. Miał być dom na końcu świata...
Marzenia się spełniają. Nie zawsze dziś, czy jutro. Na niektóre z nich potrzeba lat...
Jest czas radości i czas łez. Czas przyjaźni i pożegnań. Czas zrozumienia i niezrozumienia.
Czas cierpienia, trwogi i bólu. Czas samotności i niepewności. Lęku co przyniesie jutro. Nad moim "Jutrem '' powoli zaczyna świecić słońce.
Słońce, które przez długie niepogodne ''dni'' chowało się przede mną. Dzisiaj, z perspektywy czasu, wiem, że warto czekać...
Poranna cisza i smak mojej ulubionej małej czarnej z mlekiem. To odpowiednia chwila, by poszperać myślami w przeszłości, jednocześnie zmierzyć się z nowymi wyzwaniami przyszłości. Zwłaszcza, że większy etap mojego życia pozostał za mną.
Kilka dni temu wśród najbliższych mi osób spędziłam miłe chwile. Chociaż muszę przyznać, że nigdy nie lubiłam obchodzenia własnych urodzin. I kiedy mogłam po zakończonym dniu usiąść na chwilkę, by w zupełnej ciszy zastanowić się nad planami na przyszłość, pomyślałam sobie... jak cudownie mieć tych, którzy o nas pamiętają. Tak ze szczerego serca. To jest najpiękniejszy prezent, który cenię sobie nad inne.
Nowy rok sprawił, że poczułam się kochana i bezpieczna z nadzieją na realizację stworzenia "małej, cichej przystani" na kolejny etap mojego życia.
"Dom na końcu świata" powoli nabiera odpowiednich barw; ciepła, miłości, nadziei i zaufania. I za to z całego serca jestem wdzięczna Opatrzności...
Stary Rok minął szybko i bezpowrotnie ustępując miejsca Nowemu. W tym czasie, w moim życiu wydarzyło się wiele. Podsumowując miniony rok, mogę powiedzieć z całą stanowczością, że przyniósł on wiele zmian. Zaczynam po raz kolejny wszystko od nowa. Dom na końcu świata staje się rzeczywistością, która wprowadza radość w zakamarki mojego serca i duszy. Marzenia się spełniają. Wystarczy tylko tego pragnąć i odrobinę pomóc w ich realizacji.
Święta Bożego Narodzenia były wyjątkowe i radosne. Spędzone w gronie bliskich sprawiły, że czuję się szczęśliwa i bezpieczna. Plany na Nowy 2016 rok, to stworzenie przytulnej przystani. Opatrzność sprawiła mi niespodziankę.
W Dublinie zaczął się sezon deszczowy. Niebo spowite chmurami zapomina o słonecznych dniach. I niby aura depresyjna, ale serce moje przepełnione jest radością oraz pozytywną energią.
Siadając do pisania tej notki, zastanawiałam się jaki dać do niej tytuł ?
Otóż w minione wakacje "Ktoś" przywiózł mi z Polski książkę, o którą bardzo prosiłam. Przeczytałam o niej przypadkiem w internecie. Krótki opis treści zainteresował mnie na tyle, że zapragnęłam ją przeczytać. Jedna z wielu pozycji książkowych, jakie udało mi się zdobyć. Musiała trochę odleżeć na półce, zanim otworzyłam jej pierwszą stronę. I cóż... nie mogę się od niej oderwać.
Myślę, że na wszystko potrzebny jest czas.
Nawet moment, kiedy wzięłam ją do ręki z zamiarem przeczytania.
Ale to nie wszystko...
Myślę, że każdy z nas zastanawia się nad swoim życiem. Początek, czyli okres naszego narodzenia, jak i dzieciństwa znamy z opowiadań naszych rodziców, dziadków, najbliższej rodziny oraz fragmentów naszych wspomnień. Potrafimy w jakiś sposób tą przeszłość poskładać w całość. A co z przyszłością? W tym momencie chyba wielu z nas zacznie się uśmiechać. Ponieważ wszyscy chcemy być szczęśliwi. Pragniemy, by spełniły się nasze najskrytsze marzenia. Ale... są też i tacy, którzy dość często, zastanawiają się, co jest po TAMTEJ stronie? Jaki będzie nasz koniec? Wiem, że dla wielu z nas, to niepotrzebne obciążanie umysłu. Ale czy na pewno?
Sama książka nie wyjaśnia niestety niczego, co chcielibyśmy tak naprawdę wiedzieć. Jednak w moje życie, wniosła coś bardzo ważnego. Może raczej otworzyła mi oczy na to, o czym słyszałam od dawna. Potrzebowałam czasu, by zrozumieć słowa... miłość i wybaczenie.
Teraz rozumiem, że należy wybaczać nie tylko żywym, którzy są obecni w naszym życiu. Ale również tym, którzy odeszli w zaświaty. By mogli spokojnie cieszyć się życiem wiecznym. Pozwólmy im odejść na miejsce dla nich przeznaczone. Nie czujmy urazy, chociaż tak trudno zapomnieć o doznanej krzywdzie. Ale czyż my sami nie popełniamy błędów? Jakże często nieświadomie. Podobno każdy nasz uczynek powraca do nas z czasem, jak bumerang.
Przypomniała mi się moja dawna sąsiadka, która zawsze mówiła "- pamiętaj Gosiu, za każdy twój dobry uczynek spotka cię zasłużona kara". Śmiałyśmy się wtedy z tego powiedzenia. Ale ileż w nim prawdy, która dała mi się niejednokrotnie we znaki.
Mimo to, we wszystko co robię wkładam cząstkę mojego serca :)
Pamiętam kilka lat wstecz, przyśniła mi się pewna zmarła, (bliska osoba). Przyszła do mnie we śnie prosząc, bym jej wszystko wybaczyła. Tak się stało. Nie kryję do niej żalu. Mam cichą nadzieję, że po tamtej stronie, pamięta o tych, którzy dla nas obydwu znaczą bardzo wiele.
Czyż nie powinniśmy kochać tych, z którymi przebywamy na co dzień? Jakże często brakuje w naszych relacjach odrobinę cieplejszego uczucia i zrozumienia. Mówmy sobie częściej o uczuciach. Okazujmy je najbliższym, którzy tak jak my łakną szacunku, ciepła, miłości. Uśmiechu i dobrego słowa. Czułych gestów. Przecież to tak niewiele.
Oczywiście powinno to działać w obydwie strony :)
Na zakończenie wiersz ks. Twardowskiego...
Śpieszmy się
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno
Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą